Dlaczego męczą mnie już romanse

Niejednokrotnie już podkreślałam, że uwielbiam romanse. Jest to taki gatunek, od którego podobno nie wymaga się zbyt wiele. Napisałam podobno, ponieważ ja będę bronić swojego zdania, że od każdego gatunku i od każdej treści, można a nawet trzeba wymagać. Nie zgadzam się z propagowaniem szkodliwych treści w otoczce pięknej i wzruszającej historii, a już na pewno nie zgadzam się z gloryfikacją przemocy czy gwałtu, który według autorów tychże książek gwałtem nie jest. Czasami jest to bardziej lub mniej wątpliwe. W swojej czytelniczej "karierze" romansów przeczytałam mnóstwo, przede wszystkim ze względu na to, że z reguły mają nieskomplikowaną fabułę, wartką akcję, co przekłada się na szybkość ich czytania. Lubię czasami przenieść się w inny, wyidealizowany i romantyczny świat, myśląc co by było gdyby. Jednak ostatnio jestem już nimi naprawdę zmęczona, dlaczego?

Nie da się nie zauważyć, że ostatnimi czasy półki w księgarniach uginają się pod nadmiarem powieści z gatunku romans. Namnożyło się ich mnóstwo, a wydawcy chętnie wydają co raz to nowe treści. Dzieje się tak być może dlatego, że mogą liczyć na pewny zysk, który nie byłby tak oczywisty jak na przykład w przypadku literatury pięknej. Żyjemy w ciągłym biegu, pędzimy od obowiązków do obowiązków, a pod koniec dnia jedyne na co mamy ochotę to nieskomplikowana historia. Nie byłoby w tym nic złego, gdyby to wszystko było w jakimś stopniu wyważone. Kiedy wiosną trend czytelniczy gwałtownie wystrzelił w kierunku gatunku powieści z  romans, nie trzeba było zastanawiać się dlaczego, podobnie latem kiedy to na plażę, ogród lub do parku zabieramy proste, relaksujące historie. Jednak ostatnio przeglądając zapowiedzi na najbliższe miesiące poczułam mdłości. A to wszystko za sprawą ogromu powieści erotycznych, które znów mają zalać nasz czytelniczy rynek. Wiem oczywiście, że romansów nie można tak po prostu porównać do erotyków, które są przecież odłamem tego gatunku. Jednak wśród czytelników mało kto otwarcie przyzna, że zaczytuje się w erotykach, dlatego główny nurt, z którego się wywodzi jest taką bezpieczną chmurką, która sprawi, że nikt nas nie osądzi.

Kolejną sprawą, o której już kiedyś wspominałam są okładki tychże książek. Obrzydzeniem napawają mnie nagie torsy mężczyzn i powyginane w przeróżnych pozach półnagie kobiety. Rozumiem, że jest to kwestia gustu, a o tym według niektórych się nie dyskutuje, ale litości, czy one kogoś naprawdę zachęcają do czytania. Może to tylko ja i nikt więcej nie ma z tym problemu, ale wiem, że wstyd byłoby mi wyciągnąć daną pozycję w miejscu publicznym i zaczytywać się nią w drodze do pracy czy w kolejce do lekarza. Już sam rzut okiem na nią sprawia, że spodziewamy się treści raczej płytkiej, niżeli takiej, która cokolwiek sobą reprezentuje. Całkiem niedawno przekonałam się na przykładzie "Najtwardszej stali" autorstwa Scarlett Cole, że naprawdę przyjemną historię, która stara się w swojej treści przemycać wartości, zepsuła okładka.

Ostatnią już kwestią, która wpływa na moje znudzenie i zmęczenie tymże gatunkiem, jest ich treść. O tym, jak pełna jest schematów i szkodliwych treści pisałam już tutaj, dlatego nie chciałabym znów powielać tego samego. W przytoczonym poście byłam jednak trochę powściągliwa, tym razem jednak nie będę już owijać w bawełnę. Kiedy napisałam, że treść ma wpływ na to, że na jakiś czas odstawiłam romanse, miałam na myśli fabułę, która kręci się wyłącznie wokół seksu. Czasami ma się wrażenie, że jest on głównym wątkiem, a pozostałe wydarzenia są tak zwaną "zapchaj dziurą", żeby czytelnik mógł odetchnąć i nie czuć się jakby czytał coś na zasadzie gotowego scenariusza do filmu pornograficznego. Oczywiście mogą pojawić się głosy, że biorąc do ręki taką książkę, która określana jest mianem powieści erotycznej, nie powinnam spodziewać się niczego innego jak właśnie seksu. Zgadzam się, jestem jednak zdania, że wszystko można zrobić ze smakiem. Opisy, jakie otrzymujemy w tychże "dziełach" są czasami tak absurdalne i do granic możliwości niesmaczne, że po prostu nie mieści się to w głowie. Czy nie powinno być tak, że to fabuła oparta na ciekawej historii, nawet tych ciągle powielanych tajemniczych wydarzeniach z przeszłości, powinna grać pierwsze skrzypce? Z kolei odrobina pikanterii powinna być tylko dodatkiem?

Być może niektórzy stwierdzą, że przesadzam, a drudzy wręcz przeciwnie. Jednak te wszystkie powyższe aspekty przyczyniły się do przerwy, jaką zafunduję sobię w najbliższym czasie od tego gatunku. Jak wspominałam na początku pomimo, że romansów czytam dużo, to nie opisuje ich jednak na blogu, ponieważ przy późniejszej analizie okazuje się, że w prawie każdym przypadku moja opinia wyglądałaby tak samo. Na koniec mam dla Was dwie prośby. Po pierwsze, chciałabym szczerze dowiedzieć się o tym co myślicie na ten temat, ponieważ jestem bardzo ciekawa, czy tylko ja odbieram to w taki sposób. Moja druga prośba skierowana jest do wielbicielek/wielbicieli romansów. Chciałabym, żebyście polecili mi naprawdę przyjemny, wartościowy romans, który nie wywoła mdłości. 




8 komentarzy:

  1. Zgadzam się z tobą, szczególnie z tymi okładkami - mnie też totalnie nie zachęcają one do czytania ani do wyciągania takiej książki w miejscach publicznych. Przyznam szczerze, że rzadko sięgam po takie pozycje, ale mimo to zauważyłam, że ciągle w zapowiedziach pojawiają się jakieś nowe tytuły z tego gatunku. Nie wydaje mi się, żeby wszystkie były szczególnie oryginalne.

    OdpowiedzUsuń
  2. Oj tak... jest tyle książek, które po prostu ociekają seksem i to w dodatku jakim niesmacznym. Mnie jednak najbardziej boli to, że w takich historiach zaczytują się 15 latki i później uważają, że takie rzeczy są okej i na miejscu. Zastanawiam się gdzie są rodzice takich dzieci, bo wiadomo, że tą kwestie inaczej odbierają 20, 30, 40 latki, które mogą uważać się, że miały do czynienia z wieloma różnymi sytuacjami, a co dopiero dzieci, wchodzące w dorosłe życie.
    Powinno być jakieś ograniczenie wprowadzone.

    Dobry romans jest już rzadkością. Ostatnio sięgnęłam po "Serce ze szkła" Scott oraz "Poza rytmem" Cherry, całkiem dobre historie, w których właśnie erotyka jest dodatkiem i dodaje tej pikanterii. :)

    www.zycieblondynki.wordpress.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie lubię romansów, nie czytam ich, odstraszają mnie, między innymi te okropne okładki, o których wspominasz. Lubię lekkie książki, ale od romansów uciekam daleko ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Powiedzmy sobie szczerze, że teraz niemal w każdej książce możemy znaleźć coś z "romansu". Seks się sprzedaje. Zawsze tak było. Na to nic się nie poradzi.

    OdpowiedzUsuń
  5. Romanse dla mnie są świetną odskocznią od cięższych książek, jednak fakt ostatnio są wydawane w hurtowych ilościach i jeśli nawet przeczytam ich sporo to mam wielki problem z zrecenzowaniem ich, bo niby fajne, lekkie, miłe i przyjemne, ale czasami są tak irytujące, że mam ich dość po kilku stronach.
    Buziaki :*

    Fantastic books

    OdpowiedzUsuń
  6. Zgadzam się i odnośnie okładek, ale też tego, że w tej chwili sex sprzedaje się najlepiej :d to nie te czasy, gdzie Harlekiny czytało się pod kołdrą z wypiekami na twarzy:D Teraz jest to popularne, ale faktycznie bardzo schematyczne. Sama lubię sięgnąć, ale na swoje szczęście interesują mnie też inne gatunki :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Wątek romantyczny w książkach raczej mi nie przeszkadza. Ale wątek. Książki z seksem i jego barwnymi ,,opisami" na co drugiej stronie, najczęściej z torsem na okładce omijam. To po prostu nie mój gust. Wiem jednak, że wielu osobom książki w ten deseń podobają się niesamowicie! Nie mnie oceniać, nie mnie zmieniać ich gustach. Mnie osobiście te romanse też już męczą. Ale może kiedyś ich czas przeminie...

    OdpowiedzUsuń
  8. Szczerze mówiąc, romansów prawie w ogóle nie czytam i zmieniać tego nie zamieniam, głównie przez problem, który wymieniłaś - co do ostatniego zalewu rynku książkami z tego gatunku. Przez ilość tytułów, które teraz wychodzą, ciężko jest znaleźć coś, co można przeczytać w ramach relaksu bez poczucia zażenowania.

    OdpowiedzUsuń