Cała prawda o studiach



Jak mogliście domyślić się z nagłówka, dzisiejszy post nie będzie dotyczył książek. Niedawno obroniłam tytuł i wraz z tym nadszedł czas na refleksję i podsumowanie tych trzech lat. Mówią, że studia to najlepszy okres w życiu, trzeba go wykorzystać najlepiej jak się da, wyciskając z niego jak najwięcej. No i mają rację, studia to czas nawiązywania nowych znajomości, które mają szansę pozostać z nami na dłużej a nawet przeobrazić się w długotrwałe przyjaźnie. Zdobywanie nowej wiedzy powinno być na porządku dziennym, a dobra zabawa - miłą odskocznią od ciągłej nauki. Ale oprócz tego powinny dawać nam też coś więcej, uczyć nas pewności siebie, asertywności i samodzielności, ale to też wspaniała okazja do samorozwoju. Niniejszy post jest moją subiektywną oceną, dotyczącą moich przemyśleń, które w pewnym stopniu podsumują cały ten trzyletni okres i pozwolą mi zamknąć pewien rozdział.

1. Stres

Studia wspominam naprawdę miło, ale dla mnie te trzy lata studiów to też mnóstwo łez, nieprzespanych nocy, setki wykorzystanych tuszy do drukarki i długopisów oraz tysiące kartek papieru, w których znajdowały się mniej lub bardziej potrzebne notatki. Ale oprócz tego to też ciągły stres. Jestem osobą, która zawsze wszystkim się przejmuje na zapas, zawsze wydaje mi się, że nic nie umiem, a przed każdym wynikiem kolokwium drżałam, że dostanę ocenę niższą niż 5. 


Tak, jestem takim tradycyjnym kujonem (nazywają mnie tak również najbliżsi), każdą chwilę poświęcałam na naukę, a dni i często również noce przed kolokwium spędzałam nad notatkami. Z perspektywy czasu, jeśli w tym momencie mogłabym coś poradzić młodszej sobie, lub Wam, którzy dopiero zaczną bądź są już w trakcie studiowania, z pewnością byłaby to rada pt. "Odpuść sobie". Nic się nie stanie jeśli nie dostaniesz najwyższej oceny, a przed kolokwium czy ważnym egzaminem czasem po prostu się wyśpisz zamiast spędzania pół nocy nad notatkami.

2. Prezentacja, prezentacja i jeszcze raz prezentacja

Nie wiem jak jest na innych uczelniach, ale na mojej jedną z częstszych form zaliczeń przedmiotu były prezentacje. Nie wydaje się to być niczym złym, wychodzi się na środek, uprzednio w domu przygotowując prezentację multimedialną i tekst do wygłoszenia, następnie prezentuje się szybko i sprawnie to, co mamy przygotowane i voilà, ocena wystawiona a my mamy spokój z przedmiotem. Tylko tyle i aż tyle.

Tylko tyle, ponieważ przygotowanie prezentacji to z reguły kilka godzin niezbyt intensywnej pracy, a kolokwium zaliczeniowe często wiąże się z opracowywaniem zagadnień i kilkudniową nauką. Z kolei aż tyle, ponieważ tak jak ja, są ludzie, którzy od zawsze obawiali się występować publicznie, przemawiać do grupy osób, większej niż krąg najbliższych znajomych. Cóż mogę powiedzieć, jestem introwertykiem i nic mnie bardziej nie stresuje niż bycie w centrum uwagi. Z każdym kolejnym rokiem prezentacji przybywało, a ja z każdą kolejną byłam co raz bardziej przerażona, głos odmawiał posłuszeństwa, ręce się trzęsły a policzki były purpurowe. Do czasu, kiedy pewnego dnia, stanęłam przed szerszą publiką i wygłaszałam swoją prezentację na panelu dyskusyjnym. Od tamtego momentu stres jak ręką odjął, po prostu zniknął. Obawy nadal czają się gdzieś w mojej głowie, ale wierzcie mi, zawsze byłam sceptycznie nastawiona do rad typu "trening czyni mistrza", jednak tym razem muszę pochylić głowę i stwierdzić, że może trening nie czyni nas mistrzem w wygłaszaniu prezentacji, ale z pewnością pomaga nam oswoić się z byciem w centrum uwagi i przemawiania do szerszej publiki.

3. Brace yourself sesja is coming

Który student tego nie zna, czas sesji to czas pojawiających się, jak grzyby po deszczu, memów ogłaszających wszem i wobec, że świat spowiła mgła, a wśród studentów panuje teraz zaraza o nazwie "sesja". W tym czasie mogłoby sie wydawać, iż życiowym mottem studentów jest "Bez spiny są drugie terminy", a Instagram zasypany jest zdjęciami studentów otoczonych notatkami i litrami kawy. Z doświadczenia wiem jednak, że strach ma wielkie oczy, a "krowa co dużo ryczy..." no wiecie o co mi chodzi. 

Close-up of Hands

Osobiście uważam, że nie ma się czego bać. Sesja to taki sztucznie pompowany balonik przez osoby, które zamiast poświęcić, czasami nawet chwilę, na naukę, wylewają swoje żale w internecie mówiąc jakie to życie studenta jest ciężkie. Niestety w życiu nie ma nic za darmo, a przy odrobinie poświęcenia, a może nawet i sesja te parę tygodni minie i nim się obejrzysz znów internet zaleje fala memów.  

4. Pierwszy rok jest najłatwiejszy

Nic bardziej mylnego, moim zdaniem paradoksalnie wraz ze wzrostem trudności wykładanych przedmiotów z każdym egzaminem jest łatwiej. Nasze doświadczenie rośnie z roku na rok, wiemy czego się spodziewać, wspieramy się nawzajem i motywujemy do dalszej nauki. Bo kto na drugim roku chce przerywać studia wiedząc, że został tylko rok i męki dobiegną końca. Największa liczba osób odpada w pierwszej bądź w drugiej sesji, a z gronem osób które zostają zżywamy się co raz bardziej. 

5. A może by tak zrobić coś więcej

No właśnie, przecież studia to nie tylko czas studiowania byleby przebrnąć przez te wszystkie semestry. Studia dają nam możliwość samorealizacji, rozwijania pasji, zbierania doświadczenia. Przykładem są koła naukowe funkcjonujące na uczelni, bądź różne kursy, które często oferowane nam są nawet za darmo. Warto skorzystać, jedyne co możemy stracić to trochę naszego wolnego czasu, ale zyskać możemy znacznie więcej. Pamiętajmy, że wszystko potem można w jakimś stopniu wykorzystać w CV, a przyszły pracodawca zauważy, iż nasze zaangażowanie na studiach było większe niżeli tych osób, które studiują tylko dla samego studiowania. Jednak taka mała uwaga, koła naukowe niestety nie wyglądają jak te, rodem z amerykańskich produkcji. Pomimo to uważam, że warto się zaangażować, nauczyć czegoś nowego, a kto wie, może zaprocentuje to w przyszłości.


Na tym kończę moje rozmyślania dotyczące mojego okresu studenckiego. Chciałabym abyście pamiętali, że to moje subiektywne odczucia, a każdy z nas jest inny. Mam nadzieję, że dla Was studia to też coś więcej niż tylko nauka dla nauki czy dyplomu. Ponieważ dla mnie te trzy lata studiów były wspaniałym okresem, poznałam wielu cudownych ludzi, nawiązałam przyjaźnie, a przede wszystkim odnalazłam siebie. Wiem już co chcę robić w przyszłości, a co najważniejsze zyskałam pewność siebie i już nie ogarnia mnie paraliżujący strach przed publicznym wystąpieniem. Dla tych, którzy jeszcze studiują, bądź dopiero zaczną pamiętajcie o złotej radzie i wyluzujcie.


9 komentarzy:

  1. Piękny wpis :) Naprawdę się cieszę że tak pozytywnie postrzegasz te 3 lata. Stwierdzam także, że mimo wszystkich trudów, złości i nieprzespanych nocy, przez studia, zdobyłam wiele nowych przyjaźni i mam nadzieję że zostaną ze mną już na stałe ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, tych nieprzespanych nocy, trudów i złości było wiele, ale po czasie i tak staramy się zapamiętać tylko te dobre chwile 😘

      Usuń
  2. Nie wiem co ludzie mają z tymi "kujonami". To osobista sprawa każdego z nas. Ja osobiście też lubię poświęcać dużo czasu na naukę. Świetny wpis <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Osobiście nie dotyka mnie to w żaden sposób gdy ktoś mówi że jestem "kujonem", ja po prostu zawsze lubiłam i nadal lubię się uczyć. Dziękuję 😘

      Usuń
  3. U mnie na studiach też ciągle prezentacje były, których na początku nie znosiłam bo stres przed publicznymi wystąpieniami a później totalnie je olewałam :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miałam dokładnie tak samo, od kiedy zauważyłam, że inni nawet tego nie słuchają to przestało mi tak bardzo na tym zależeć :)

      Usuń
  4. Mnie cieszy fakt, że juz pare lat temu zrobiłam mgr :D i nie musze wracac do tego chociaz akurat lubię swoj medyczny kierunek :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Domyślam się, że było ciężko, jednak na takich kierunkach nauki jest zdecydowanie więcej. Mnie czekają jeszcze dwa lata studiów, ale z pewnością będę już miała inne podejście :)

      Usuń
  5. W ramach akcji nad którą pracuję, poruszyłem temat studiów. Wciąż poznaje jak to z tym jest i dziękuję za tak dokładne opisanie odczuć. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń