Czy warto czytać recenzje?


Być może strzelam sobie teraz w stopę i powinnam raczej być bardziej powściągliwa w wygłaszaniu takich treści, ale... No właśnie, zawsze jest jakieś ale. Czytam od kiedy pamiętam, co prawda kiedyś nie czytałam tak wiele jak teraz, ale jednak od zawsze to robię. Dawniej do przeczytania danej książki wystarczała okładka i opis na odwrocie. Teraz, do sięgnięcia po dany tytuł zachęcają mnie piękne zdjęcia na Instagramie, recenzje na YouTubie czy blogach. Faktem jest, że ja jak owieczka podążam też za tłumem. Staram się robić to jak najrzadziej, tak samo jak staram się nie sugerować czyjąś opinią przed przeczytaniem książki. Dlaczego?

W dobie Instagrama, YouTuba, blogów i współpracy z wydawnictwami często dzieje się tak, że dany tytuł ma swoje pięć minut. Wszyscy pokazują tę samą książkę, a z cudem graniczy znalezienie złej opinii. Jaki jest więc sens w czytaniu ich, skoro nikt nie powie złego słowa? Blogerzy wolą zagłuszyć swoje poczucie winy i konieczność bycia nieszczerym, w obawie przed zerwaniem współprac wydawniczych, oraz przed odciągnięciem od korzyści jaką jest barter. Dlaczego zamiast napisać prawdę o kiepskiej fabule, złym tłumaczeniu, płaskich i jednowymiarowych bohaterach, czy po prostu o słabym piórze autora, wolą ograniczyć się do przepisania swoimi słowami blurba i napisaniu paru zdań typu: "Książka mi się podobała, czytało się ją szybko"? Współpraca zachowana i wydawnictwo zadowolone, inaczej mówiąc wilk syty i owca cała. Czy aby na pewno przyniesie to obustronne korzyści? Na drodze staje czytelnik, czyli odbiorca tychże treści. A ten, jak każdy inny człowiek z reguły jest jednostką rozumną, która bez problemu potrafi rozpoznać fałsz czy obłudę. Kiedy regułą stają się peany na cześć każdej książki, którą recenzent ma okazję zrecenzować, odbiorca zacznie się zastanawiać nad prawdziwością tych tekstów. Często zapomina się, że dane współprace nawiązywane są dzięki czytelnikom bloga czy innych mediów społecznościowych. To na odbiorcach naszej treści budujemy pewnego rodzaju markę. Co prawda i na szczęście od pewnego czasu książkowi recenzenci postanowili zachować twarz i pisać opinie zgodne z rzeczywistością. Mam nadzieję, że tak już zostanie. Przecież szczerość z samym sobą powinna być tutaj najważniejsza? Ponieważ pod koniec dnia okłamujemy nie tylko innych, ale przede wszystkim siebie.

Kolejną sprawą jest sugerowanie się opinią innych. Abstrahując od powyższego punktu, jeżeli dany tytuł robi furorę w internecie, opinie są szczere, a my sięgamy po daną książkę i coś nie zaskakuje? Brakuje chemii, nie jest to miłość od pierwszego wejrzenia, a nasze powieki stają się co raz to cięższe w związku z wiejącą nudą. Wtedy w naszej głowie pojawia się obraz, że to przecież miało być dobre, powinno nam się podobać. Ciągle czekamy na ten spektakularny moment, który obiecywany przez resztę miał nas wgnieść w fotel i zapewnić kaca książkowego na najbliższe trzy tygodnie. Natomiast, jeśli nasza wiedza odnośnie danego tytułu ogranicza się do tych paru zdań z tylnej okładki, my czytając z otwartym umysłem, zwracamy uwagę na inne rzeczy, nie sugerując się spostrzeżeniami innych czytelników. Wyrabiamy sobie własne zdanie, na które nikt nie miał wpływu. Bo to nic złego, że jest ono odrębne, jesteśmy ludźmi a wraz z tym każdy z nas ma inne gusta, każdy z nas oczekuje czegoś innego, ma inne upodobania. To właśnie czyni czytanie tak magicznym, ponieważ w konfrontacji z innymi okazuje się, że to co my uważamy za zbędne i niemądre inni uważają za piękne i niezbędne.

To działa również w drugą stronę, kiedy to cała książkowa społeczność w co drugim poście pali na stosie dany tytuł. Nie od dziś wiadomo, że powiedzenie "Nie ważne co mówią, byleby tylko mówili", a negatywna opinia jest najlepszą reklamą, każdy z nas nieświadomie, w mniejszym lub większym stopniu, pragnie zweryfikować te głosy. Jesteśmy z natury ciekawi i podatni na wpływy, dlatego gdy sięgamy po książkę, sugerując się negatywami opiniami sami staramy się na siłę ich szukać, wyłapywać w każdym zdaniu, wyciągać z kontekstu co się da, stając się przy tym małostkowi. A co w momencie gdy, określony przez społeczeństwo gniot nam się naprawdę spodoba? Wtedy pojawia się te magiczne guilty pleasure, wynikające z tego, że powinniśmy się wstydzić z tego, że czytanie tego sprawiło nam przyjemność. Bo przecież wszyscy mówią, że powinno nam się to nie podobać.

Na koniec chciałabym dodać, że mnie samej, tak jak wspominałam na początku zdarza się przeczytać, czy obejrzeć recenzję zanim sięgnę po książkę. Mam ulubione kanały, konta na Instagramie i blogi, do których uwielbiam zaglądać i czerpać inspirację. Bez tego na pewno nie poznałabym wielu tytułów, na kilku się zawiodłam (inny gust), a inne uwielbiam i polecam dalej. Zawsze jest mi bardzo miło, gdy ktoś czyta to, co mam do powiedzenia o przeczytanej przeze mnie książce i uwielbiam to robić, nawet jeśli czasami ciężko jest mi się do tego zmusić. Chciałabym aby ktoś z mojego polecenia przeczytał książkę i wyrobił sobie o niej dobre zdanie, dlatego zawsze staram się znaleźć wady i zalety książki, którą przeczytałam.

Jestem ciekawa Waszej opinii, odnośnie czytania recenzji przed przeczytaniem książki. Zgadzacie się, czy może macie całkiem inne zdanie?





14 komentarzy:

  1. Ostatnio uslyszalam takie zdanie - instagram zabija zwyczjana turystyke i moze tak samo mozna powiedziec o recenzowaniu ksiazek? Sama nie wiem chyba wszystko zalezy od nas. Co nie umniejsza faktu,ze czesto odchodzimy od wlasnych przekonan czytelniczych a slepo podazamy za 'trendami' recenzeckimi. Moze potrzeba nam wiecej medialnej ciszy zeby uslyszec glos swoich wlasnych przekonan?

    OdpowiedzUsuń
  2. Prowadze bloga z recenzjami ksiazek i czytam inne blogi. Tylko te zaufane, gdzie wiem, ze opinie sa szczere, a darmowe egzemplarze nie maja wplywu na ocene. Niestety niektorzy blogerzy slodza kazdemu tytulowi, to przykre. Czytelnik powinien byc wazniejszy niz pare groszy, czy darmowa ksiazka... PS. Dlaczego nie mozna u Ciebie pisac polskimi znakami?

    OdpowiedzUsuń
  3. Pytanie czy recenzja może być obiektywna? Ja nie uważam. Za to może pomóc w podjęciu decyzji. Nie sugeruję się recenzjami filmów, a książki wybieram niestety po okładce i póki co po ilości stron ;)
    Woytech z poradnikowo.com

    OdpowiedzUsuń
  4. Warto czytać recenzje, ale no cóż... nie wszystkie. Jest wiele blogów, na których nie ma wartości merytorycznej, która zazwyczaj decyduje, czy sięgam po książkę, czy nie. Rozumiem pisanie o emocjach podczas czytania, ale jeśli to wszystko, na czym autor bloga się skupia, to unikam czytania go.
    Egzemplarze recenzenckie zazwyczaj są aktualnie popularnymi książkami i dlatego zalewają internet na swoje pięć minut. To uwiera, ale tak działają zasady współpracy z wydawnictwami. Ja namiętnie korzystam z biblioteki, żeby otrząsnąć się z przymusu czytania, co mi podstawiają. Zresztą, współpracuję tylko z dwoma wydawnictwami, bo na tyle mam czas i możliwości. Warto zachować higienę psychiczną, a także unikać słabych i tendencyjnych recenzji.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja jestem fanką bycia szczerą, jeśli mi się coś nie podoba to po prostu tak mówię. Bez sensu jest kłamanie o tym, że jaka ta książka była cudowna kiedy to był gniot. Jednocześnie przy tym urozmaicam sobie raz sięgam po jakiś "staroć" po to by za chwilę sięgnąć po jakąś nowość. Egzemplarze recenzenckie zawsze można odrzucić, ja nie biorę książek, które nie są w moim guście po co mam się z tym męczyć, bo darmowa książka? Zdecydowanie wolę iść do biblioteki i przeczytać coś na co mam ochotę.
    Buziaki :*

    Fantastic books

    OdpowiedzUsuń
  6. Staram się pisać o moich odczuciach do książki. Nie ważne jakie są. Dobre czy złe. Mają być obiektywne. Niezależnie od opinii innych ja piszę z mojego punktu widzenia. Co do czytania recenzji. Chyba poświęcam na to teraz ciut więcej czasu kiedy sama mam bloga. Może dlatego, że przeglądam więcej blogów, część pokrywa się z moim gustem literackim. Jeżeli jakaś książka mnie zainteresuje dopisuje ją do listy by ją przeczytać. Jeżeli nie przemawia do mnie opis i recenzja to nie będę się katować.

    OdpowiedzUsuń
  7. Powiem szczerze, że nigdy nie sugeruję się recenzjami, czy jakimiś zdjęciami na instagramie :D U mnie wygląda to tak, że wchodzę do Empika i wybieram jakąś interesującą historię. A co do pisania nieszczerych recenzji- widzi się takich coraz więcej. Rozumiem, że niektórzy naprawdę mogą zachwycać się jakąś książką, ale kiedy robi to każdy, zaczyna być to trochę podejrzane. Osobiście zawsze staram się znaleźć jakiś minus (albo kilka), bo nic nie jest idealne (oprócz Numerów, ta książka jest świetna :DDDDDD)
    Pozdrawiam, Girl in books

    OdpowiedzUsuń
  8. Uważam, że przede wszystkim sami powinniśmy decydować co czytamy. Ale uważam fakt, że jest tyle blogów recenzenckich/bookstagramów/booktubów za bardzo korzystny, bo gdyby nie to, nie dowiedziałabym się o wielu fantastycznych książkach. No i gdyby nie czytelnicy recenzji, recenzenci nie mogliby zaistnieć :)
    Pozdrawiam, Tosia z https://czytajacawszystko.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  9. Zdecydowanie się z tobą zgadzam. Niestety w internetowej sferze książkowej można znaleźć mnóstwo nieszczerych osób.Do tego ich nieszczerość czuć na kilometr, przez co do nich nie zaglądam. Sama zawsze jestem szczerza z moimi odbiorcami, niezależnie czy książkę kupię sama czy też dostanę ją od wydawnictwa, dlatego tej szczerości wymagam też od innych. Nie kieruję się również jedynie opiniami innych. Jeśli ktoś zjedzie książkę na którą mam ogromną ochotę to i tak ją przeczytam. Tak samo działa to w drugą stronę. Dana pozycja może zbierać same pozytywne recenzje, ale jeśli mnie do niej nie ciągnie to nie będę się zmuszać :D
    Pozdrawiam :P
    Klaudia z http://czytaniejestmagiczne.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja staram się pisać szczerze recenzje i mam nadzieje, że mi to wychodzi. Brak złych recenzji na moim blogu to fakt, że nie czytam za dużo książek, które nie trafia w moje gusta, a jeśli już się tak stanie, to nie udaje, że książka jest super. Chce być szczera sama ze sobą.

    OdpowiedzUsuń
  11. Zgadzam się z Tobą.Spotkałam wiele nieszczerych recenzji, a co gorsza - nawet takich, które wskazywały, że recenzent nie zapoznał się za dobrze z lekturą. U mnie nie ma za wiele negatywnych opinii, dlatego że na tyle dobrze znam swój gust czytelniczy, że raczej wiem już po co sięgać, by się nie zawieźć...i zazwyczaj mam rację. Wszystko jednak co recenzuję staram się recenzować szczerze, bo nie widzę powodu by tego nie robić.

    OdpowiedzUsuń
  12. Masz w pełni rację. Teraz trzeba bardzo ostrożnie podchodzić do "opinii" na blogach, żeby mocno się nie przejechać.

    OdpowiedzUsuń
  13. Zgadzam się całkowicie. Przykład z dzisiaj - dodając recenzję książki na Lubimy Czytać zobaczyłam, że ma ona szalenie wysokie oceny. Moja natomiast była całkiem przeciętna, nawet można powiedzieć niska - jedyna czwórka w gronie samych dziesiątek i dziewiątek. Warto dodać, że była to właśnie książka od wydawnictwa, taka, która jeszcze nie miała premiery, więc wszystkie opinie musiały pochodzić od recenzentów. Zaczęłam się zastanawiać, czy to ze mną jest coś nie tak i nie zauważyłam jakiejś wyjątkowej rzeczy w książce, która moim zdaniem była po prostu nudna, a która urzekła tak wielu, czy to inni po prostu nie chcą ocenić jej szczerze z obawy przed utratą współpracy. Nie mnie to oceniać, oczywiście reszcie mogła się po ludzku i bez udawania spodobać, ale naprawdę zaczęłam się zastanawiać, jak to z tym wszystkim jest.
    Pozdrawiam, http://mala-czytelniczka.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  14. Niestety coraz rzadziej ludzie sięgają po dłuższe formy wypowiedzi, a recenzenci przechodzą do dodawania opinii tylko na instagramie. Szkoda mi, że czytelność recenzji na blogach coraz bardziej spada :(

    www.zycieblondynki.wordpress.com

    OdpowiedzUsuń