#12 Beata Majewska "Konkurs na żonę", "Bilet do szczęścia"




Dzisiaj będzie trochę inaczej, ponieważ moja opinia nie będzie dotyczyła jednej, a dwóch książek. To dlatego, że obie stanowią serię i nie chciałabym zdradzić szczegółów pierwszej, podczas recenzowania tej drugiej, a taka sytuacja w tym przypadku byłaby nie do uniknięcia. Tym razem wybór padł na książki z gatunku romans, zawierający aranżowane małżeństwo, które notabene jest moim ulubionym motywem wykorzystywanym w tym gatunku. 


O książce



"Konkurs na żonę" i "Bilet do szczęścia" autorstwa Beaty Majewskiej to seria o Hugo Hajdukiewiczu - bogatym prawniku, który niedawno wrócił ze Stanów Zjednoczonych oraz o Łucji - pochodzącej ze wsi, osiemnastoletniej, nieśmiałej, naiwnej studentce. Aby zdobyć majątek po zmarłym wujku Hugo musi spełnić pewne warunki, między innymi musi ożenić się przed trzydziestym rokiem życia z kobietą, która urodzi mu dziecko. Niestety czas ucieka, a nadzieje na wielki spadek z dnia na dzień maleją. Dlatego, przy pomocy jego najlepszego przyjaciela Adama, postanawiają zorganizować konkurs na jednej z krakowskich uczelni, który polega na napisaniu artykułu pt. "Idealna żona, idealny mąż - XX i XXI wiek, różnice w percepcji". Nagrodą pozornie są środki pieniężne, jednak dla Hugo stanowią możliwość poznania zwycięzców i zdecydowania, kto będzie najlepszym kandydatem na żonę.


Moja opinia



Mam dla Was jedną radę, sięgając po serię "Konkurs na żonę" nie oczekujcie fajerwerków.  Bowiem nie znajdziemy tutaj nagłych zwrotów akcji, poetyckich dialogów i historii, która chwyta za serce nie dając nam ani chwili wytchnienia. Nie oczekujmy miłości od pierwszego wejrzenia, czułych słówek i wsparcia. Przecież tutaj chodzi o czysty biznes, którego zysk uszczęśliwi jednego, a zrani drugiego. Motyw spadku i aranżowanego małżeństwa w celach biznesowych i majątkowych jest doskonale znany i  często powielany w literaturze. Daje on doskonałą bazę do stworzenia burzliwego, niejednokrotnie bolesnego romansu, który jednak najczęściej kończy się szczęśliwym zakończeniem. Nie oznacza to jednak, że seria ta jest zła czy nudna. Bynajmniej, pomimo swojej przewidywalności i schematyczności pozwala na to, aby w naszym sercu zakiełkowało ziarenko ciepła i miłości. Niesamowicie kibicujemy bohaterom, pomimo tego, że Łucja nie ma pojęcia o intrydze, którą snuje Hugo, a ten zdając sobie sprawę z młodzieńczej naiwności bohaterki, niesamowicie to wykorzystuje, na każdym kroku oszukując i raniąc. Jednak, aby odczuwać ogromną przyjemność z poznawania historii bohaterów, wczuć się w nią i kibicować im, musimy podejść do niej z dużą dozą ostrożności. Odłożyć na bok myśli o tym, że to już wszystko gdzieś było. Dlatego właśnie na początku zaleciłam podejście do lektury z rezerwą, bowiem tylko wtedy, z czystym sercem i umysłem, będziemy mogli czerpać z książki najczystszą przyjemność.

Kiedy myślę o narracji, w jakiej prowadzona jest książka, na myśl przychodzi mi jedynie określenie - dziwna. Moim zdaniem jest to ogromny minus tej powieści, ponieważ w trakcie akcji autorka wielokrotnie, bez ostrzeżenia zmienia rodzaj narracji, raz prowadzi ją z perspektywy Hugo, raz z Łucji i nierzadko z perspektywy bohaterów pobocznych. To wszystko powoduje w czytelniku dezorientację. Dużym plusem książki są natomiast bohaterowie, których autorka wykreowała świetnie, doskonale obrazując różnicę pokoleniowe, statusowe czy nawet różnicę pomiędzy społecznością miejską a tą wiejską. Zarówno na postaci pierwszo i drugoplanowe poświęciła taką samą uwagę w ich kształtowaniu. Mocno odznaczają się bohaterowie poboczni, których historia często jest ciekawsza od tej, która w książce powinna wieść prym.

"Konkurs na żonę" kończy się w takim miejscu, że od razu zapragniecie sięgnąć po drugą część. I bardzo dobrze, ponieważ "Bilet do szczęścia" bije pierwszą część na głowę i to pod wieloma względami. Doświadczamy tutaj dużej przemiany bohaterów, rozwinięte są wątki poboczne bohaterów drugoplanowych a samo zakończenie otwiera drogę do kolejnej książki z serii, jednak tym razem nie o Hugo i Łucji, a o Oldze, którą poznaliśmy w pierwszej części, a więcej dowiedzieliśmy się o niej w drugiej. 


Podsumowanie



Nie będę tego ukrywać, jestem niepoprawną romantyczką. Kocham czytać romanse, oglądać komedie romantyczne i świetnie się przy tym bawię. Tym razem, przez zupełny przypadek, w moje ręce trafiły dwie książki - "Konkurs na żonę" oraz "Bilet do szczęścia". Jak już pewnie możecie się domyślić, całkowicie przepadłam. Dla każdej z nich zarwałam noc. Być może historia ta dobitnie przypomina sztampowe, schematyczne opowiadania, które możemy przeczytać między innymi na Wattpadzie, ale osobiście nie uważam, żeby był to wyznacznik do tego, aby tę książkę z marszu skreślić. Bowiem pomimo, iż to wszystko już gdzieś czytaliśmy, znamy dane motywy, zabiegi literackie, to historia ta jest naprawdę piękna. Owszem, niejednokrotnie zaboli nas postawa Hugo, rozzłościmy się na autorkę, a Łucji poradzimy, aby ta jak najszybciej przejrzała na oczy i dorosła, to  mimo wszystko z zapartym tchem będziemy oczekiwać na ten piękny i przewidywalny happy end. A kiedy ten w końcu nadejdzie ,to pozostanie jedynie żal, że ta historia tak szybko się skończyła i musimy pożegnać się z bohaterami na zawsze.






Tytuł: Konkurs na żonę; Bilet do szczęścia


Autor: Beata Majewska


 Rok wydania: 2017


Wydawnictwo: Książnica


Ocena: 4/6

2 komentarze:

  1. Również jestem niepoprawną romantyczką i historia Łucji i Hugona bardzo mi się podobała, chociaż tak naprawdę bazuje na wszystkich możliwych schematach..

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja jak zwykle na odwrót i kupiłam część drugą! Ale to dobrze, skoro piszesz, że jest lepsza od pierwszej to nie będę żałować. Zabieram się za niedługo za czytanie.

    OdpowiedzUsuń