#6 Tom Hanks "Kolekcja nietypowych zdarzeń"


Nowy rok to zawsze nowe postanowienia, nowe pomysły na siebie. Ja w tym roku planuje skończyć studia, pójść na kolejne i znaleźć dobrą pracę. Trzymajcie kciuki, abym pomimo nakładu obowiązków, sprostała wyzwaniu przeczytania 52 książek, w tym 12 książek po angielsku oraz czytania 22 minuty dziennie. Chociaż z tym ostatnim na pewno nie będzie problemu.
Chciałabym również wytłumaczyć swój ostatni, bardzo długi brak aktywności na blogu. Jest on spowodowany oczywiście, jak już wcześniej pisałam, ostatnim rokiem studiów i wszystkim co się z tym wiąże, oraz przygotowaniami do zmiany miejsca zamieszkania, którego termin zbliża się nieubłaganie. Nie oznacza to jednak, że książek od ostatniego wpisu nie czytałam, wręcz przeciwnie, problemem jest tutaj fakt, że pozycje, które przeczytałam nie nadają się na recenzję. Przyznam się szczerzę, że w ramach odstresowania się, sięgałam głównie po niskich lotów powieści obyczajowe, czy romanse, które niczego, poza chwilową rozrywką, do mojego życia nie wniosły.

Kończąc tę małą dygresję, przechodząc już do meritum, chciałabym Wam dzisiaj przedstawić kolejną recenzją książki, której autora nie trzeba nikomu przedstawiać. Jednak tym razem dwukrotny zdobywca Oskara postanowił pokazać się światu z zupełnie innej strony, już nie jak wcześniej z wielkiego ekranu, a tym razem jako autor opowiadań zatytułowanych "Kolekcja nietypowych zdarzeń". Czy w pisaniu jest tak dobry jak w odgrywaniu kolejnych klasowych ról? Sprawdźmy.

O książce


Kolekcja nietypowych zdarzeń to zbiór siedemnastu opowiadań, które na pozór nie łączy nic. Bo co miałoby łączyć chłopca, który pierwszy raz w życiu leciał awionetką, z czwórką przyjaciół, która postanowiła polecieć w kosmos, oprócz faktu, że postanowili wznieść się ponad chmury, a Ci drudzy  nawet jeszcze wyżej. Tak samo, jak na pozór nic nie wiąże Sue Gelibe, niespełnionej zawodowo aktorki, z 61-letnim Berttem Allenberry'em, który sześć razy z rzędu, każdorazowo za sześć milionów dolarów, wybiera się na 22-godzinną podróż do Nowego Jorku, co nie byłoby niezwykłe, gdyby nie fakt, że bohater przenosi się do roku tysiąc dziewięćset trzydziestego dziewiątego, po to aby w takiej samej sytuacji spotkać i spędzić czas z piękną młodą kobietą . Jednak gdzieś pomiędzy wierszami, czasami widoczna bardziej, czasami mniej, czasami na pierwszym planie, czasami nawet nie na drugim, ukryta jest maszyna do pisania. A jak powszechnie wiadomo, albo i nie, Tom Hanks jest ich zapalonym miłośnikiem. To właśnie motyw maszyny do pisania sprawia, że istnieje jednak coś co stanowi część wspólną dla wszystkich opowiadań, a przed każdym nowym rozdziałem, dzięki zdjęciom możemy zobaczyć o jakich maszynach dokładnie pisze autor.

Moja opinia


Sięgając po książkę nie wiedziałam czego się spodziewać, początkowo czytanie szło mi bardzo opornie, miałam ochotę odrzucić książkę w kąt i już do niej nie wracać. Ogromny błąd popełniłam próbując przeczytać wszystkie opowiadania w  jeden wieczór, dlatego teraz myślę, że dużo lepiej byłoby gdybym czytanie sobie po prostu dawkowała. Być może jest to wina tłumaczenia, być może nie, ale przez pierwsze kilkadziesiąt stron miałam problem z wciągnięciem się w lekturę. Nawet na swoim Instagramie napisałam, że męczę się z Tomem Hanksem. Jednak im dłużej czytałam, tym bardziej zaczynałam zmieniać zdanie i przekonywać się do treści, uznając, że to co czytam wcale nie jest aż takie złe.

Ciągle jednak mam wrażenie, że opisywane historie są niedokończone, jak gdyby autor nie miał pomysłu na zakończenia swoich opowiadań. Zdarzyło mi się również dwa razy pogubić w opowiadaniach, ponieważ w przypadku opowiadania "Trzy tygodnie męki" oraz "Alan Bean i czwórka" nazywanie bohaterów tymi samymi imionami ma sens, ponieważ historia dotyczy tej samej grupy przyjaciół, tak w przypadku głównego bohatera "Witaj na Marsie" oraz brata chłopca z opowiadania "Niezwykły weekend" takie samo imię sprawiło, że te dwie historie czytałam dwa razy aby sprawdzić czy nie przegapiłam jakiejś analogii. Zdaję sobie sprawę, że to zwykłe czepialstwo i szukanie dziury w całym, jednak spowodowało to u mnie sporą dezorientację.

Istnieje jeszcze jedna kwestia, która bardzo mi się nie spodobała, i nie mam na myśli treści samej książki, ale informacji, która ma przyczynić się do wypromowania pozycji. Wydawca pisząc blurb postanowił spłycić dorobek Toma Hanksa tylko i wyłącznie do roli Forresta Gumpa, oczywiście nie  oczekuję, że należy od razu wypisywać całą filmografię autora, ale ograniczając się do film z 1994 roku, który nie jest jedynym, dzięki któremu Toma pokochaliśmy, i który uczynił go gwiazdą światowego kina, jest w pewien sposób krzywdzący i lekceważący. Oczywiście nie ujmując tutaj jego bardzo dobrejg gry aktorskiej w tym filmie. Test "Pokochaliście go jako Forresta Gumpa, teraz pokochacie go jako pisarza" moim zdaniem nie oddaje klasy samego autora, który zasłynął również z wielu innych roli. Dla mnie to po prostu bardzo żenujące.

Jednak pomimo tych dwóch aspektów, które w ogólnym rozrachunku nie mają dużego wpływu na ocenę całej treści, książkę odebrałam bardzo pozytywnie, dostarczyła mi rozrywki na kilka zimowych wieczorów, a historia Sue Gliebe, aktorki, która straciła nadzieję, na spełnienie marzeń w Nowym Jorku, zapisała się jako moje ulubione opowiadanie "Kolekcji nietypowych zdarzeń", do którego z chęcią wrócę jeszcze nie raz.


Podsumowanie



Toma Hanksa jako aktora zna każdy, tym razem jednak dostaliśmy szansę poznania go jako pisarza. W swoim zbiorze opowiadań "Kolekcja nietypowych zdarzeń" wykreował siedemnaście różnych historii, których z pozoru nie łączy nic, jednak to właśnie ukryty w treści motyw maszyny do pisania stanowi pomost dla tych wszystkich historii. Bohaterowie, których stworzył Tom są różnorodni, tak samo jak historie które każdy z nich opowiada. Nie można wyznaczyć konkretnych gatunków, w których zostały napisane opowiadania, i właśnie to czyni je naprawdę wyjątkowymi, ponieważ zarówno wielbiciele gatunku science fiction, czy tacy którzy lubują się w powieściach obyczajowych a nawet wojennych znajdą w nich coś dla siebie. Również czas akcji poszczególnych opowiadań charakteryzował się dużą rozpiętością, dzięki czemu z każdą kolejną historią mieliśmy szansę trafić czy to do Nowego Jorku w roku tysiąc dziewięćset trzydziestym dziewiątym, czy spędzić Wigilię  tysiąc dziewięćset pięćdziesiątego trzeciego roku z rodziną Beuell, a nawet przenieść się do niedalekiej przyszłości.
Jestem pewna, że gdyby tej pozycji nie napisał Tom Hanks, tylko inny nieznany dotąd autor, książka  również miałaby duże szanse na wydanie, dlatego krzywdzące byłoby tutaj stwierdzenie, że pozycja trafiła na rynek czytelniczy tylko dlatego, że napisał ją znany człowiek. Być może nie jest to wybitny zbiór opowiadań, który ma szansę zostać okrzyknięty najlepszą książką zeszłego roku, ale gdybym książkę przeczytała wcześniej, jeszcze przed świętami, to z pewnością uznałabym ją za bezpieczny prezent do podarowania każdemu. Historie, o których możemy przeczytać są tak uniwersalne, a treść, forma i styl tak różnorodne, że każdy z pewnością znajdzie coś dla siebie.



Tytuł: Kolekcja nietypowych zdarzeń


Autor: Tom Hanks


 Rok wydania: 2017 


Wydawnictwo: Wielka Litera


Ocena: 4/6




4 komentarze:

  1. Ciekawa pozycja, nawet nie wiedziałam o takiej książce a zapowiada się ciekawie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie jest może wibitna, ale jest całkiem niezła :)

      Usuń
  2. Choć książka może nie aż tak mnie zainteresowała to muszę powiedzieć, że super zdjęcia oraz blog.

    Dopiero co tutaj trafiłam, więc zostawiam obserwację!
    Gorąco pozdrawiam,
    iskraczyta.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję za miłe słowa, to naprawdę wiele dla mnie znaczy. Z miłą chęcią zajrzę na Twojego bloga😊
      Również pozdrawiam 😘

      Usuń